Jan Hainiš jest świadkiem rozwoju uzdrowiska
Jan Hainiš, świadek współczesnej historii Janskich Łaźni, całe swoje życie związał z uzdrowiskiem, narciarstwem i kolekcjonerstwem. Od ponad 50 lat poszerza swoją kolekcję o dokumenty z epoki, fotografie, pocztówki, znaczki, odznaki i przedmioty historyczne związane z Janskimi Łaźniami, życiem tutejszej ludności i sportami zimowymi. Mając prawie 80 lat, w sezonie codziennie jeździ na nartach na tutejszych stokach.
W wieku siedmiu lat przeprowadził się z Vysoké Mýto, gdzie się urodził, w góry: „Mój ojciec był urzędnikiem na poczcie i po II wojnie światowej został przydzielony do Jańskich Łaźni. Region ten został wysiedlony, jak każde historycznie niemieckie miasto przygraniczne. Chodziłem tam do szkoły podstawowej i spędziłem tam dzieciństwo, a kiedy tylko mogłem, jeździłem na nartach. Z wykształcenia jestem elektrykiem i od 1965 roku całe życie pracowałem w uzdrowisku, najpierw w Janskim Dworze, a od 1980 roku w Vesnie. Ożeniłem się z pielęgniarką, która przyjechała tu z misją”. Pan Hainiš przedstawia się i ujawnia więcej o sobie: Jestem byłym reprezentantem Czechosłowacji w narciarstwie, mistrzem Czechosłowacji w zjeździe, więc mam dożywotnią więź z tym sportem zimowym. To również skłoniło mnie do kolekcjonowania wszystkiego, co związane ze sportami zimowymi. Cieszę się, że moja żona i syn tolerują moje szaleństwa.

Czego najczęściej szukałeś w swoich kolekcjach? Za czym najbardziej tęskniłeś?
Na aukcjach i giełdach, a później w internecie, najbardziej zależało mi na starych fotografiach i pocztówkach z Jańskich Łaźni – dziś posiadam ich największą kolekcję w Czechach. Kolekcjonuję również odzież, sprzęt i obuwie z epoki. Mam mnóstwo odznak z klubów narciarskich i zawodów – nawet z pierwszych Mistrzostw Świata w Narciarstwie Alpejskim, które odbyły się w Jańskich Łaźniach w 1925 roku. Posiadam sanie konne. Jestem też dumny z mojej ogromnej kolekcji nart, sań i rakiet śnieżnych…
Ile ich masz i z jakiego okresu?
Posiadam około stu par nart i 150 sań pochodzących z przedostatniego i ubiegłego wieku, czyli z około 1950 roku. Nie kolekcjonuję tych nowszych, nie zajmuję się nimi.
Jaką datę pochodzą najstarsze dokumenty w Twojej kolekcji?
Mam bilet na basen z 1896 roku i egzemplarz „Dzienników Uzdrowiskowych” z 1872 roku, które ukazywały się co roku. Można w nich przeczytać, kto się tu leczył, skąd pochodził, w którym domu uzdrowiskowym mieszkał. Według zdjęć, na których uwieczniono gości uzdrowiska z pielęgniarkami i lekarzami, przyjeżdżała tu szlachta, damy w kapeluszach, w precyzyjnie skrojonych strojach. Widok godny podziwu.
Czy sam odnawiasz swoje eksponaty? Czy kupujesz je, czy ktoś ci je daje?
Niektóre odrestaurowałem sam, niektóre kupiłem w dobrym stanie. Kiedyś kupowałem ich sporo, ale teraz kosztują kupę forsy, to nie jest tanie hobby.
Czy są jakieś narty, które szczególnie lubisz?
Tak, są to narty z przełomu wieków, z wiązaniami trzcinowymi, prawdopodobnie z 1896 roku.
Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak oni potrafią jeździć na tych drewnianych?
Nie służyły do jazdy na nartach, służyły do chodzenia, więc zostały zaprojektowane głównie do chodzenia. W tamtych czasach, w odległej przeszłości, nie było zawodów.
Pamiętasz już te zawody, a nawet brałeś w nich aktywny udział. Masz na koncie sześć zwycięstw w Pucharze Spa, który odbywał się tutaj, i tym samym sześć pucharów. Zaciągnąłeś się do wojska w Dukli, gdzie również jeździłeś na nartach. Kto miał na Ciebie największy wpływ w tym sporcie?
My w Jańskich Łaźniach mieliśmy tę przewagę, że kolejka linowa działała już od 1928 roku, a wtedy jej punkt początkowy znajdował się w centrum miasta, na którym dosłownie dorastaliśmy. Mieliśmy w szkole parę, Vojtěcha, która promowała narciarstwo do tego stopnia, że wszystkie dzieci w mieście musiały jeździć na nartach. Gdy tylko odwołano lekcję lub zaczynały się zajęcia wf-u, wszyscy szliśmy na narty. Operatorzy kolejki „przymykali na nas oko”. W latach 50. Pec pod Śnieżką i Jańskie Łaźnie rywalizowały już ze sobą. Nie było dziecka, które nie potrafiłoby jeździć na nartach, a wielu z nich było mistrzami kraju.
Kolekcjonujesz też odzież narciarską – nosiłeś wtedy „fajny” dres i czapkę na głowie, jak Raška. Czy wyobrażasz sobie, że dzisiejsi narciarze porzuciliby „softshell, wiatroszczelność i wodoodporność”?
Naprawdę nie mogę tego zrobić. Dzisiaj wszystko kręci się wokół pieniędzy w sprzęcie, nawet w wyścigach. Nie dostawaliśmy nic za zawody, wręcz przeciwnie, płaciliśmy za nie. Nasza drużyna była najmniejsza w kraju, rywalizowała w pierwszej lidze. Kiedy jechaliśmy na zawody, na przykład na Słowację, drużyna narciarska pokrywała nasze wydatki, ale musieliśmy też płacić za podróż, wyżywienie i zakwaterowanie. Później stało się to niemożliwe. Wydział Edukacji w Hradcu Králové przejął nas i startowaliśmy dla nich, wygraliśmy nawet pierwszą ligę. Po zakończeniu startów trenowałem młodych...
Wróćmy do spa. Jak je obecnie oceniasz?
Obecnie uzdrowisko rozkwita, generalnie wszystko się porządkuje. Domy uzdrowiskowe są remontowane, bardzo podoba mi się pięknie urządzony Janský Dvůr i oczywiście perełka wśród domów, Terra, która przeszła gruntowny remont wnętrz.
Zdaniem ekspertów mieli szczęście, że zawsze pojawiały się kolejne pokolenia, które chciały dalej rozwijać opiekę. Kto Twoim zdaniem odcisnął tu największe piętno?
Zdecydowanie Schwarzenbergowie. Cieszę się, że kilka lat temu miałem okazję spotkać tu Karela Schwarzenberga, który osobiście odwiedził to miejsce na otwarciu sezonu spa i posadził tu drzewo.
Fotografie i historyczne pocztówki z archiwum Jana Hainiša w Janském można znaleźć dosłownie na każdym kroku. Zdobią one większość tablic informacyjnych w mieście i zdobią korytarze niektórych domów uzdrowiskowych. Twórcy tegorocznego kalendarza Janské Láze również wykorzystali zdjęcia i przedmioty z tych zbiorów. Ostatnio są one częścią stałej wystawy poświęconej historii uzdrowisk w budynku dawnej Sokolovej.
Zdenka Hanyšová Całość
Październik 2018











































